Dzisiaj powiemy sobie o czymś co mnie niesamowicie w ludziach denerwuje, a mianowicie o głupocie. Po prostu nie cierpię głupoty. Nie mogę znieść, kiedy ktoś zachowuje się idiotycznie, głupio, nieprzemyślanie. Taki jest też ten post więc wybaczcie mi go. Wróćmy do tematu. Dorastając odkrywamy świat. Jestem właśnie w tej fazie odkrywania wszystkich aspektów życia, jego wad i zalet. Ostatnio dokonałam sporego odkrycia-świat nie jest czarno biały. Tak wiem dosyć późne odkrycie. Tutaj muszę się też przyznać bo skłamałam mówiąc, że to niedawne odkrycie. Zaczęłam to dostrzegać już jakiś czas temu i z dnia na dzień przekonuję się o tym coraz mocniej. Ludzie są po prostu STRASZNI. Zadziwia mnie to jak różni potrafią być ludzie w okazywaniu zła i nie tylko. Człowiek jest tak skomplikowaną istotą, że ciężko to pojąc mojemu małemu odkrywającemu móżdżkowi. Fascynującym jest jak rożne mentalności maja ludzie. to co dla innych jest dobre dla innych może być złe, lub odwrotnie.
Mówi się, że czytanie książek jest dobre, rozwija naszą osobowość, kreuje światopogląd... I tu właśnie powinniśmy się zatrzymać. KREUJE ŚWIATOPOGLĄD. Dlatego tak ważne jest, aby książki wybierać świadomie i odpowiedzialnie szczególnie kiedy nasze spojrzenie na świat jest jeszcze nie skonkretyzowane i można je swobodnie kształtować. Ja swoja przygodę z książkami zaczęłam bardzo dobrze. Moja pierwsza papierową miłością był/jest Harry Potter. Książki, które oprócz niesamowitej historii, niosą ze sobą mnóstwo wartości i przesłań. Używam Harr'ego w każdym wypracowaniu polecam. Potem przed moje okularki trafiła cała gama książek. Niestety nikt nie korygował tego co czytam, a często były to opowiastki o niestworzonych najczęściej romantycznych, wyidealizowanych ludziach, którym wszystko szło jak po maśle. Dziś wiem, że czytanie takiej literatury było błędem. W mojej głowie powstał obraz pięknej przyszłości. Miliony romantycznych, nierealnych historii przewinęło się przez moją zagubioną duszę. Stałam się niepoprawną romantyczką, która chciałaby w swoim życiu takiej historii -oczywiście z happy endem. W głowie mam utarty schemat jak powinien wyglądać świat, miłość- wszystko ukształtowane przez książki pisane na jedną nutę. W trakcie dorastania odkrywam, że świat książkowy rożni się bardzo od prawdziwego. Nic nie jest takie łatwe jakby się wydawało, a happy endy zdarzają się zadziwiająco rzadko. Każdy jest inny i to jest fascynujące, a zarazem przerażające.
Miałam pisać o głupocie, ale pochłonął mnie inny temat... Nie martwcie wrócimy do tego kiedyś.
Pamiętajcie, że to nie koniec świata.
PS. Dziś mam zły humor więc zarzucam wam kawałek, przy którym dobrze smuci
PS.2 A wy co sądzicie o takim działaniu książek? Czy mają one duży wpływ na wasze życie?